Poradnik szczęśliwego życia: przed wielkim skokiem

Zamiast się cieszyć, odczuwam niepokój.

Jestem w trakcie poznawania samej siebie. Dwa lata temu coś zaczęło mi doskwierać w życiu, ale nie za bardzo wiedziałam, co. Już nawet nie pamiętam konkretnej sytuacji, która przelała czarę goryczy, ale pamiętam słowa jednej z bliskich osób: “jesteś taka smutna i… zimna”. Moja pierwsza reakcja – zaprzeczenie totalne. Jestem szczęściarą, przecież mama wbiła mi do głowy: “urodziłaś się w czepku, dlatego masz jaśniejsze włosy po prawej stronie”, i oczywiście w głowie szybkie podsumowanie swoich (wtedy) 44 lat – mam w 100% zrealizowany plan z 2004 roku, mam dzieci, rodzinę, dom i kocham to, co robię, czego tu chcieć więcej?

Pamiętam, jak się broniłam, ale nastawiłam radar na to, co mówią inni. To, co usłyszałam cholernie zabolało. Zdystansowana, kontrolująca emocje, zachowanie i mega wkurzająca swoim perfekcjonizmem, a na drugiej szali merytoryczna, doskonały trener w relacjach zawodowych. Nawet jedna osoba nie zająknęła się, żeby powiedzieć o mnie: radosna, spontaniczna, otwarta, kochająca, szczęśliwa. I tak boleśnie dotarło do mnie, że czas przyjrzeć się sobie i to z bardzo bliska. Tak rozpoczęła się moja przygoda z poznawaniem siebie, trwa nadal i nie planuję jej kończyć. Jestem przestraszona tempem zmian w moim życiu, jedyny constans to wciaż trwający przy mnie mąż, dzieci i dom.

Szczerze?

Nie boję się już przyznać, że prowadząc Akademię Marki z Klasą i tworząc znak towarowy Marka z Klasą, przyznając statuetki Ambasadorka Klasy i będąc mentorką dla wielu kobiet, że jestem zwyczajną dziewczyną z małej miejscowości, a Klasy uczyłam się od obcych i bliskich mi ludzi przez ostatnie 26 lat, ze szkoleń i z setek połykanych książek. Jest jeszcze wiele rzeczy, o których chcę Wam, Moi Drodzy Czytelnicy powiedzieć, ale o tym będzie dłuższa opowieść, o tym,  jak budować markę autentyczną i prawdziwą. Powiem tylko, że po nauce jazdy konnej, teraz przyszedł czas na taniec towarzyski z mężem, a w sierpniu na 19. rocznicę skoczymy razem… nie, nie na kolację, czy egzotyczny wyjazd, tym razem na rocznicę wyskoczymy spadochronem. To jest nasz wielki skok.

Wiadomo, że królowie bywają strącani z tronu i szczęście nie jest tu wyjątkiem. Moim wielkim odkryciem w praktykowaniu szczęścia było zrozumienie czym jest otwartość serca, otwartość w życiu emocjonalnym i rozumienie własnych emocji. Z jednej strony, jeśli poddajemy się uczuciom, zachowujemy się zbyt emocjonalnie, tracimy zdolność trzeźwej oceny sytuacji, stajemy się ich więźniem, bo dochodzimy do wniosku, że to one są jedyną rzeczą, jaka ma znaczenie. Z drugiej strony, jeśli poddajemy uczucia zbyt silnej kontroli, tak jak ja to zrobiłam na skutek mylnie przyjętej normy w pracy trenerskiej, to traci się kontakt z życiem. Rodzi się złudzenie, że wystarczy sam intelekt, profesjonalizm. Nie zdając sobie sprawy z tłumionych emocji, narażamy się na ryzyko nieświadomych wybuchów emocjonalnych i zachowań.

Dlatego przed wielkim skokiem:

  1. Pozwól, by uczucia przychodziły i odchodziły. To spontaniczne reakcje
  2. Analizuj słabe punkty swojego życia emocjonalnego. Czy nie za szybko wpadasz w gniew, frustrację, smutek, złość? Czy nie za szybko obawiasz się zagrożeń i poddajesz się lękowi? Czy nie za szybko ulegasz fascynacji ludźmi lub pomysłami?
  3. Nie upieraj się przy skrajnie negatywnych i skrajnie pozytywnych emocjach. Zadawaj sobie pytanie, dlaczego to ty masz rację, a ktoś inny się myli?
  4. Obserwuj swoje słabości wtedy, kiedy się pojawiają. Zadaj sobie pytanie, czy na pewno muszę reagować w ten sposób? Jeśli odpowiesz sobie nie, niechciane uczucia zaczną wracać do stanu równowagi.

 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *